misia.jpg

Misia

odeszła 08.10.2021

Kucyk szetlandzki uratowany przez mamę Ewy. Przewlekły ochwat niestety doprowadził ją w końcu do takiego uszkodzenia nóg, że musieliśmy pomóc jej przejść na drugą stronę. Teraz Misia może już galopować po wiecznie zielonych pastwiskach. Choć nie możemy się pogodzić z Twoim odejściem, to wierzymy, że jesteś szczęśliwa kochana! 

2.jpg

Fiona

odeszła 26.09.2020

Poznaliśmy Fionę kiedy miała 7 dni. Urodziła się z przykurczem ścięgna mięśnia zginacza powierzchownego palca w obu kończynach przednich oraz niezborność ruchową. Krótko mówiąc Fionka nie mogła chodzić. Zostaliśmy poproszeni o pomoc przez jej właścicieli, więc nie zastanawialiśmy się ani minuty. Zaczęliśmy organizować jej pomoc w najbliższej klinice. Po kilku dniach udało nam się ją tam przewieźć, ale była w kiepskim stanie. Walczyliśmy o jej życie, ale niestety tym razem się nie udało. Fionka po kilku dniach odeszła za sprawą posocznicy, która opanowała jej małe ciałko. Była z nami tylko przez tydzień, ale ta kochana Istotka zostanie w naszych sercach na zawsze. Mamy nadzieję, że bryka teraz wesoło pod opieką cioci Iskry i wujka Władka po wiecznie zielonych pastwiskach.

Do zobaczenia Maluszku.

władek.jpg

Władek

odszedł 18.11.2019

Dostaliśmy go razem z Frankiem. Starszy koń bez jednego oka wyglądał dosyć marnie. Miał ciężkie życie, był ogierem kryjącym w państwowej stadninie, a więc przez większość życia zero kontaktu z innymi końmi poza kryciem, trzymany w boksie itd.. U poprzedniej Właścicielki zaznał trochę spokoju po tym kiedy został wycięty, ale kiedy trafił do nas to niestety wiek i trudne przeżycia sprawiły, że zaczął się "sypać". Początkowo przeprowadziliśmy kurację sterydową na RAO. Pomogła trochę, był w stanie się ruszać i biegać, ale ogólny zły stan wykluczył go z jakiejkolwiek pracy. Myśleliśmy, że to depresja po przewiezieniu do nowego miejsca. Jego stan choć dość marny się ustabilizował. Zamieszkał na padoku dla naszych Emerytów i Rencistów i tam tylko jadł, jadł i jadł. Niestety mimo ciągle zwiększanych dawek jedzenia na jesieni zaczął coraz bardziej tracić na masie. Wyniki krwi okazały się być zadziwiająco dobre, a więc postanowiliśmy w pierwszej kolejności przebadać go na wrzody. Niestety jego stan gwałtownie się pogorszył i okazało się, że mimo sporego apetytu i naprawdę żywego usposobienia Władziu ma problemy ze wstawaniem. Przez kilka tygodni byliśmy całą dobę jak na szpilkach zaglądając ze strachem do boksu lub czekając na telefon pt. "Władek znów leży" żeby jechać podnosić go traktorem, masować mu nogi i modlić się żeby to było ostatni raz. Niestety przegraliśmy tę walkę. 18 listopada Władek "powiedział" nam, że on już nie ma siły kolejny raz tego przechodzić. Ucałowaliśmy go na pożegnanie, obiecaliśmy, że jeszcze się spotkamy i pozwoliliśmy mu odejść na drugą stronę tęczowego mostu. 

Będziemy tęsknić Władziu za Tobą, za żywym spojrzeniem, a jednocześnie spokojem i nostalgią. Nie martw się o Twojego przyjaciela Franka - zaopiekujemy się nim najlepiej jak będziemy potrafili. Do zobaczenia! <3 

56.jpg

Iskra

odeszła 25.08.2019

To drugi koń Ewy, który był najwspanialszym na świecie nauczycielem.. 

Rudzię kupiła Pani mama w roku 2006 kiedy szukała dla Ewy konia do jazdy.. Okazało się, że u rolnika w pobliskiej wsi stoi taki odsadek, który ma iść wiadomo gdzie.. Tak został uratowany pierwszy koń Heartlandu. Niestety Iskra mając 6 lat zachorowała na RAO. Początkowo była w stanie pracować w ruchu, ale niestety mimo podjętej walki odczulania jej stan z roku na rok był coraz gorszy, aż w końcu mogła tylko siać postrach w swoim stadzie jako przewodnik biegając tylko wtedy kiedy trzeba było kogoś odgonić od jedzenia. :) Odeszła spokojnie, bez cierpienia i w swoim stadzie, tak jak jej się należało. 


 

Wspomnienie Ewy:

 Ruda uczyła mnie przez całe swoje życie. Kiedy obie byłyśmy dzieciakami szkoliła we mnie odwagę. Potrafiła mnie zaatakować, a potem dać się bez problemu złapać żebym nauczyła się wierzyć w siebie. Jestem pewna, że robiła to celowo. ABSOLUTNIE ZAWSZE była dla mnie wsparciem w trudnych i stresujących chwilach. Startowałyśmy w turniejach rycerskich, jeździłyśmy bez ogłowia, przeszłyśmy przez styl western i ujeżdżenie, łapałyśmy lisy na hubertusach i po prostu byłyśmy razem. To był najsilniejszy koński charakter jaki miałam zaszczyt poznać, a tak łaskawy dla mnie. Mimo, że nie była na padoku ze wszystkimi końmi, całą stajnię uważała za swoje stado. Całe dnie "patrolowała" i czuwała, a kiedy wracaliśmy z terenu zawsze podchodziła i sprawdzała czy stan koni się zgadza. Wiem, że takiego nauczyciela nie spotkam już nigdy w życiu. 

Bardzo za Tobą tęsknię Rudzia, myślę o Tobie każdego dnia i nie mogę się doczekać kiedy znów Cię zobaczę. Byłaś najwspanialsza, dziękuję Ci za wszystko. 

<3